Przed atakiem.
-Tak więc wiem co to jest już. To trochę pomoże w przyszłości. -skoro wie co to zabieram ją z powrotem mi będzie bardziej potrzebna. -Nie każdy łucznik może mieć takie umiejetności jak Luis dla tego wystarczy że trafi nie koniecznie zabije. Jednak to temat rzeka o, której można by dyskutować przez długi czas. A czas jest cenny zwłaszcza w tej chwili. -odwracam się do Anishi.
-Słowa śmiałe boNordowie są wolni. Jednak ci ludzie mają tylko nas są nam wdzięczni i tak długo jak tego będą chcieli będą Skrzącej Gwardii wdzięczni. Jednak mówienie, że są nasi to trochę niegrzeczne. W końcu to są ludzie a nie bydło. -robię niezadowoloną minę przypominając sobie to co robili z kobietami Zakapturzeni.
Oni nie wiedzą i nie zamierzam im o tym wspominać. Kto nie był w podziemi i nie jest moim towarzyszem nie ma prawa wiedzieć o tym. Brzemię jest zbyt wielkie a odpowiedzialność za tą wiedzę zbyt duża.
Powstrzymuję się aby mój gniew nie obudził czasem 13 pojawienie się tu jego osobowości zniweczy mój plan.
-Współpraca będzie owocna dla wielu stron zwłaszcza, że ja nie lubię tych, którzy zbytnio naprzykrzają się kobietą. Wszystkie niedomówienia załatwiam szybko aby nie doszło do niczego. Prawda Luis? -spoglądam na niego bo wie co zadeklarowałem na początku jak panowie się za bardzo szarogęsili zwłaszcza Samael, który posłużył i jako przykład dla reszty.
Po alarmie.
-Wybaczcie ale muszę iść na pomost. Spotkamy się kiedy zabijemy wszystkich Dzikich. Zabarykadujcie się i miejcie w pogotowi noże. Żywcem się nie dajcie im wziąć. Bo czeka was gorszy los niż piekło. -po tych słowach wychodzę nie jako Bregzarit ale jako 13 z uśmiechem na ustach gotowy do przelania krwi tych pieprzonych potworów.
Kiedy biegnę do chaty lustruje położenie domostw naszych kobiet i oceniam czy są w bezpiecznym dystansie od palisady i bramy w porównaniu do naszej bazy jaką mamy jako grupa.
-Murdoc wybierz dla mnie i Blaira stanowisko z, którego będzie dobrze widać bramę jak i domostwa kobiet lub nasze domostwo! -krzyczę mijając go a potem patrzę mu w oczy z uśmiechem na ustach.
-Jelene! Weź ze sobą Vioricę i Sapchirę oraz Kriniad jak i dzieciaki i tyle kobiet ile jeszcze się zmieści i zabarykadujcie się najlepiej tam gdzie się schroniła moja grupa. Nie zapomnij o jakimś ostrzu. Jeśli dojdzie do najgorszego nie daj nikogo zabrać żywcem! Nikogo!!! Sam zrobię co w mojej mocy aby nikt z was nie zginął jak i z mojej grupy. To nie tylko mój obowiązek jako lidera ale przede wszystkim jako przyjaciela. Dla tego czekajcie na nasz powrót. -spoglądam na nią z poważnym wyrazem oczu bez strachu.
Nie mam zamiaru znowu przeżyć tego co było dekadę temu. Tym razem ich obronię. Tym razem nie jestem bezsilnym dzieckiem ale dorosłym.
Przed wejściem patrzę z troską na stojące przed domem Vioricę i Saphirę. Nie pozwolę im umrzeć.
Wbiegam do chaty.
-Chłopaki mobilizacja. Dozbrajać się, jeśli coś potrzebujecie moje zapasy są dla was. Zajmiey miejsce koło siebie aby każdy mógł wspierać się wzajemnie. Blair odpowiadasz za mnie strzelców. Wliczając to mnie. Masz większe doświadczenie i umiejętności dla tego ty dowodzisz jeśli chodzi o ostrzał. Jeśli chodzi o Beorna jest kontuzjowany a lepiej radzi sobie w zwarciu. Jednak do póki nie wedrą się do nas chciał bym abyś dostarczał strzał i lądował kusze. Co do Trygve zostaniesz naszym tarczownikiem. Twoja krzepa przyda się aby zasłaniać nas tarczą. Ostatnio zdobyłem jedna. -mówiąc to biorę kusze i bełty oraz jakąś broń drzewcową oraz bękarci miecz a tarcze wręczam Trygve.
Zakładam też zdobyczny hełm bo nie potrzebował przeróbek ale pancerz zostawiam nie zdążyłem się nim zająć a po drugie nie jestem obeznany w poruszaniu się w takim czymś. Po czym spoglądam na dmuchawki i strzałki. Ponownie patrze na Beorna i wręczam mu je z fiolką usypiającą
-Pewnie chcesz się zemścić za uśpienie cie. Więc miej tą okazję i satysfakcję. -wychodząc dozbrojony staje w progu.
-Zabijemy ich tyle ile zdołamy jednak miejmy an uwadze nasze życie a zwłaszcza kobiet, które oddały się pod naszą opiekę. Jako pojedyncza jednostka jesteśmy słabi jednak jako grupa walcząca w tym samym celu i z taką samą determinacja jesteśmy niczym bestia. Niech potwory spod ziemi zobaczą jak bardzo niebezpieczne są te z powierzchni. Nie zgińcie przede mną. -po tych słowach wychodzę odszukując Murdocka i wchodząc na platformę.
Spoglądam też na to co robi Jelenne oraz moja młodsza siostra z Saphire.
Jeśli upewniam się, że się uspokoiły nieco odwracam się do swoich podwładnych z uśmiechem.
-Panowie pora na polowanie na Dzikich. Niech żaden z was nie waży mi się umrzeć póki ja będę jeszcze oddychał. Walczmy dzielnie a kiedy walka dobiegnie końca z ciał wrogów usypmy stosy aby to ich serca drżały przed nami. Jesteśmy Nordami!!! To nas powinni się lękać. -po tych słowach z uśmiechem wchodzę na platformę z kuszą gotową do oddania pierwszego strzału.
Pamiętam Tę Noc.
Na Niebie Gwiazdy.
Na Ziemi Ciała wrogów.
Offline
Pobiegłeś w stronę pomostu i zobaczyłeś, że Grelog krąży wokół domków a oficer Ingebor wyciągnął kuszę i stanął na pomoście. Napotkałeś Murdocka by ponaglić go lecz on jako łucznik już znalazł dogodne miejsce tuż przy bramie, domostwami teraz mało kto się przejmuje.
Większość kobiet pochowała się do domów a te odważniejsze wyszły by stanąć u boku oficera. Wśród nich widzisz Vioricę która również dostała kuszę.
Gdy spotkałeś w biegu Jelenne obok niej była również Saphire.
Jelenne: - Saphire i pani Kriniad zajmą się dziećmi. Ja idę na pomost. Każda para rąk do zrzucania kamieni się przyda.
Zwołałeś chłopaków w Waszym domu, czyli Blaira, Beorna i Trygve. Ten pierwszy był już gotowy, a dwóch pozostałych zerwało się nagle sięgając po topory.
Beorn zawiesił na sobie 4 pełne kołczany bełtów bo tyle było w domu. W swoje wielkie łapy zabrał też kilka tuzinów bełtów które leżały luzem. Trygve zgodnie z Twoim zaleceniem sięgnął po wielką, prostokątną tarczę z drewna i drobnymi okuciami metalowymi.
Wręczyłeś Beornowi dmuchawkę ze strzałkami i fiolką, lecz musiałeś osobiście wsunąć mu je za pas, bo on już miał zajęte ręce. Wyposażyłeś swoich i teraz jesteście uzbrojonym małym oddziałem.
Beorn gdy dałeś mu dmuchawkę usypiającą - No pewnie, że chcę, to będzie czysta radość!
Wszyscy wybiegliście gwałtownie z domu by dotrzeć na pomost. Tej nocy śnieg słabo skrzypi pod nogami, bo jest już tak ubity od ciągłego ruchu mieszkańców wsi mobilizujących się do obrony.
Biegnąć na pomost zobaczyłeś jak na niebie zajarzył się płomień, tak jakby jakieś ogniste bóstwo chciało zrzucić gwiazdę na tę ziemię.
Za moment widać było, jak ognisty pocisk wylądował gdzieś w środku wiejskiej zagrody nie trafiając w nic konkretnego. Za pierwszym pociskiem z powietrza spadły następne które również spadły na śnieg. Jedna z płonących kul spadła podoficerowi Grelogowi tuż przed nosem trafiając w śnieżną zaspę. Podoficer szybko zszedł z konia by przyjrzeć się pociskowi pierw gasząc go śniegiem.
Grelog: - Niech to. Mają katapulty i idą na nas od wschodu... Nie bójcie się tych pocisków bo to tylko straszak! Chcą byśmy wyszli z wioski ale nic z tego! - Wrócił na siodło.
Wszedłeś na pomost a tam widzisz Murdocka oraz resztę strzelców z Waszej gildii. Przy bramie są dwa solidne pomosty - lewy od bramy i prawy. Na lewym jesteś Ty, Gulltop, Murdock, Trygve, Blair i Beorn. Poza tym jest jeszcze Samael, pięciu strażników których nie znasz ale każdy z nich umie strzelać z kuszy. Reszta to tuzin wieśniaków i wieśniaczek którzy będą mieli za zadanie zrzucać kamienie na głowy wrogów.
Na prawym pomoście jest Ingebor ze skromnym oddziałem łuczników oraz wieśniacy miotający kamieniami też tam są.
Wszyscy patrzycie nerwowo na wschód, bo z stamtąd zostały wystrzelone pociski w wioskę. Widać bezkresną ciemność na froncie a rzadkie zagajniki zasłaniają potencjalne ruchome obiekty na widoku. Nie widać żadnych świecących punktów które mogłyby wskazywać na pochodnie. Wróg co prawda lubi bawić się ogniem, ale doskonale radzi sobie w ciemności.
W końcu ukazało Wam się kilkudziesięciu zamaskowanych ludzi ustawionych w szerokiej linii. Podbiegli na jakieś 100 jardów przygotowując się do ostrzału. Z tymże nie mają łuków a te swoje dmuchawce nieszczęsne. Nie spieszą się, oczekują również na to, że pociski lecące na Wasze głowy wypłoszą Was z zamkniętej wsi. Za zakapturzonymi strzelcami zaczęła gromadzić się kolumna składająca się z grubo ponad stu Zakapturzonych. Mają oni miecze, włócznie, korbacze lub tasaki.
Wasi łucznicy zaczęli robić ostrzał w tym Murdock. Kusznicy czekają na bliższe podejście wroga ponieważ kusza i bełty nie będą aż tak skuteczne. Wszyscy wiecie, że ze stu jardów wrogowie również nie będą mogli nikogo ustrzelić z dmuchawki.
Łącznie macie około 15 ludzi potrafiących dobrze strzelać z łuku i właśnie poszła pierwsza salwa która dotarła do wroga. Nie widzisz dobrze, czy ktoś z nich oberwał. Jednak strzały mają ich nie tylko zranić, ale też ponaglić do szturmu.
Kolumna zakapturzonych piechurów nadal czeka, ale widać, że powoli sięgają po drabiny. Mają ich kilkanaście. Największym zagrożeniem wydaje się być taran zrobiony z wielkiej, drewnianej belki z okuciem który leży pod nogami kilku opancerzonych piechurów. Armia kanibali robi wrażenie swoją liczebnością oraz tym, że są to maszyny do zabijania które chcą Was upolować a potem wrzucić do garnka...
Offline
Rozglądam się stojąc na lewym pomoście po tym wszystkim co się aktualnie dzieje poza palisadą.
Atak katapultami od wschodu i cała ta zgraja przed nami. Ciężkozbrojni piechurzy i taran jak by tych cholernych katapult było mało. Do tego proporcje są większe niż potrzebne przy tym aby oblężenie zakończyło się sukcesem.
Poprawiam hełm i gryzę się w wargę aby poczuć krew. W końcu zostanie ona tu przelana w dużej ilości. Na domiar złego większość niej może należeć do nas.
Szanse na wygraną daje nam palisada i brama jeśli wejdą do środka można tylko kupić czas aby odwlec porażkę.
Pochylam się do ucha Murdocka.
-Myślisz, że to co wydestylowaliście dobrze by się paliło? Jeśli tak będzie nam potrzebne aby zając się tymi od tarana. Nie wiem czy to da dużo ale zawsze lepsze to nic nie próbować. Do tego woda polewanie ich przy tym mrozie dało by więcej niż wrzątek, który szybko tracił by swoje ciepło. -pochylam się też do Blaira.
-Jako łucznik myślisz, że umazane w gównie groty będą mniej celne? Bo tak pomyślałem sobie, że nawet jeśli nie umrą od trafienia zostanie im paskudna infekcja. -uśmiecham się.
Patrzę na kobiety związane z nami i swoją przybraną siostrę z kuszą mam nadzieję, że będą się trzymać blisko nas. W tedy mógł bym reagować nawet w czasie walki z Dzikimi.
Jednak coś jeszcze nie daje mi spokoju.
Patrze na zachód z niepokojem. A co jeśli to tylko dywersja. Jakie siły zostały tam obsadzone jeśli większość jest tutaj Kto pilnuje naszych tyłów.
-Co z odcinkiem za naszymi plecami?! -podnoszę nieco głos aby oficer usłyszał. -Jeśli to tylko podpucha ich inne siły mogą zajść nas od tyłu. Nie wiem czemu niepokoi mnie bardziej to co za nami niż wrogowie, którzy są przed nami. -wypowiadam swoje obawy omiatam ponownie wzrokiem wszystko co znajduje się w moim polu widzenia.
Taka sytuacja jest niekorzystna sama w sobie ale myśl o zajściu od pleców i zarżnięcie jak prosiaki kiedy nie jest się w stanie zobaczyć wroga jest bardziej przerażające.
Czekam na opinię też Murdocka i Blaira o moje wcześniejsze pytania aby potem zgłosić je oficerowi jeśli będą za tymi pomysłami.
-Trygve bądź czujny aby reagować z wyprzedzeniem. Twoja rola jest kluczowa w naszym zespole. Wielka odpowiedzialność na tobie spoczywa. Mam wiarę w ciebie i mam nadzieję, że się nie pomyliłem. -poklepuje go po ramieniu.
-Beorn. Liczę na twoją zemstę za to co ci zrobili w podziemiu. -również kołdrę mu rękę na ramieniu mówiąc to.
-Murdock i Blair. Wiem, że jesteście lepszymi strzelcami ale nie zamierzam zostawać w tyle za wami. Dla tego nie folgujcie sobie a ja przekroczę dziś swoje granice i prześcignę was w tej bitwie. -uśmiecham się.
-Jelenna, Viorica. Trzymajcie się blisko nas. Chcę mieć was w swoim zasięgu aby móc reagować kiedy będzie naprawdę źle. W końcu po tym wszystkim znowu chcę z wami wszystkimi zasiąść do posiłku. Jako, że traktuje was jak rodzinę. -poprawiam broń przy pasie i ustawiam blisko bełty tak aby broń drzewcową aby atakować bezpiecznie z góry dzięki zasięgu drzewca kiedy braknie mi już bełtów.
Przydał by mi się też ktoś do przeładowania kuszy, ktoś kto jest na naszym pomoście i widać po nim, ze wolał by zając się czymś bezpiecznym. W końcu przeładowanie kuszy jest bezpieczniejsze niż rzucanie kamieniami. A kiedy podejdą pod palisadę mógł bym zajmować się strzelaniem i używaniem broni drzewcowej na zmianę nie marnując czasu na ładowanie kuszy.
Pamiętam Tę Noc.
Na Niebie Gwiazdy.
Na Ziemi Ciała wrogów.
Offline
...
Patrze na Emmę i łapę ją za podbródek przyglądając się jej twarzy uważnie. Jej piękno może przeminąć szybciej jeśli będzie tak ciągle obrywać. Jedak skoro prowadzi tak rozwiązłe życie ciekawe czy jest już matką. Patrze na jej figurę ale po chwili kręcę głową z dezaprobatą na swoje własne czyny.
Puszczam jej podbródek i patrząc po twarzach swoich podwładnych rzemieślników wzdycham z rezygnacją.
-Jedynie mogę nauczyć cię kowalstwa. Jednak to zniszczy twoją urodę. A jest ona cenna dla was kobiet. Kuźnia zniszczy ją bardzo szybko. Twoje atuty znikną. Liczba zalotników drastycznie się zmniejszy. A reputacja zostanie zniszczona. Szanse na stały związek znikną a o założeniu rodziny nie wspominając. Cudem jest, że nie jesteś jeszcze matką. Jednak co ja tam wiem. Jestem młokosem, który dopiero od niedawna stał się zdolny sam kierować swoim życiem. Więc nie wiele wiem. Nie oceniam, ani nie pogardzam tym co robisz. To twoje życie. Tylko Emmo jak ono będzie wyglądać za rok, za pięć a nawet za dekadę? Zastanawiałaś się nad przyszłością? -kładę jej dłoń na głowie czochram włosy żartobliwie. -Ja widzę w tobie zagubioną psotną małą dziewczynkę. Awanturniczkę chcącą zwrócić na siebie uwagę. Jeśli są rzeczy o których nie możesz mi powiedzieć jako mężczyźnie porozmawiaj z moją asystentką Red. To niezwykła kobieta. Mimo trudności losu nie poddaje się i ciągle prze naprzód aby móc godnie żyć wedle swoich ideałów. - zabieram rękę z jej głowy i z czułością w głosie mówię na koniec. -Życie jest fajne kiedy dajesz szczęści i je otrzymujesz w zamian. Definicja tego szczęścia jest rożna dla każdego. W moim przypadku to moja córka i żona będące moją rodziną tak samo jak moi wierni towarzysze. Wszystkich ich chcę chronić nie dla tego, że muszę ale dla tego, że boję się ich stracić. Życie w samotności to najgorsza klątwa na świecie.
Odchodząc rzucam ukrytkiem spojrzenie na Red i uśmiecham się do niej przez chwilę gdy nasza oczy się spotykają. Ta kobieta została wplątana w to wszystko z mojego egoizmu ale teraz przyzwyczaiłem się do tego, że jest u mego boku tak bardzo, że już nie może ode mnie odejść.
Nie jest to uczucie romantyczne ani rodzinne, pożądanie też nie. Chodź jej ciało jest najwspanialsze jakie miałem okazję podziwiać nie czuję do niej nic co mogło by z niej nawet uczynić konkubinę. To tylko chęć posiadania. Egoizm na jaki mogę sobie pozwolić. W końcu kiedy by spróbowała odejść była by to zdrada. A zdrajców czeka los gorszy od śmierci. Mam nadzieję, że zbudujemy z Red nić zaufania na tyle silną aby mogła dołączyć w przyszłości do strefy zakulisowej i wspierać moje ambicje jako członkini wewnętrznego kręgu.
Jednak Emma i Astrid mają niezwykłą relację. Ciekawe jaka jest ich prawdziwa historia. Jednak na razie nie będę zagłębiał się w to. Mam czas na to aby zbudować nić zaufania aby w przyszłości się tego dowiedzieć.
Samo przebywanie Orinel w kuźni jest jak powie świeżego powietrza. Przebywanie z nią jest miłe bo jej chęć poznawania tego co nieznane napawa mnie zapałem aby prowadzić samemu nowe eksperymenty. Jej uroda jest tylko dodatkiem do jej mądrej główki.
Uśmiecham się w duchu, że wzbudza moje zainteresowania jako rzemieślnika kiedy stawia przede mną kolejne wyzwania. Jednak to Astrid jest moją muzą waleczną Valkirią w moim sercu a Orinel jest paliwem rozpalającym moją rzemieślniczą ciekawość.
W czasie rozmów słucham wszystkiego i notuje sobie nieznane pojęcia o podziemiu i wszystko inne co może poszerzyć wiedzę mojego zespołu. W końcu wiedza jest niezbędna w planowaniu naszej ekspedycji do podziemi a Gwelowie są tylko łącznikiem z głębszymi krainami podziemnych krain.
Kiedy Tarvane mówi o wykorzystywaniu kół wodnych, kamieni szlifierskich i innych nie znanych mi minerałach i mam coraz większą ochotę odwiedzić Cech Szlifierzy i zobaczyć to na własne oczy.
-Kiedy tak mówisz o tym wszystkim Tarvane mam ochotę chwycić za kilof i wrócić to tego od czego zaczynałem w Skrzącej Gwardii. Przez nadmiar obowiązków i inne okoliczności moje górnictwo kuleje i to bardzo. A jeśli będę częściej zwiedzał podziemia nie chcę z braku własnych niedociągnięć stracić cenne surowce, które mógł bym wykorzystać w swoim rzemiośle. Chodź młot był mi lepiej znany niż kilof mam sentyment do górnictwa. - podnoszę swój wierny nadziak, który towarzyszył mi od momentu kiedy go wykułem w Forcie Ragador. Tam też poznałem Trygwe i Radanela i obaj należą do mojej kompani. Chodź Trygwe ma swoje własne rodzinne problemy zawsze był dobrym kompanem. Po powrocie będę musiał porozmawiać z Ingebornem o sprawie tego łysola bez ręki. Sam nie mam dość środków aby pomóc mu odnaleźć te córki. Chodź obawiam się, że po tak długim czasie mogą już nie żyć. A nawet jeśli żyły by na pewno zostały mocno zmaltretowane przez swoich oprawców na cele i umyśle.
-Tak na pewno udam się do tego Miasteczka bez Dachów jednak to co mówicie o kultach i tym podobnym też jest cenne ale jako wiedza wywiadowcza. Przynajmniej dla mnie bo te kulty są czymś z czym nie miałem styczności jeszcze. Mimo licznych walk z Dzikimi czy to na powierzchni czy w podziemiu zawsze miałem wrażenie, że to oni mają lepszą wiedzę o nas niż my o nich. A skoro chcę tam ponownie zejść w niedalekiej przyszłości każda wiedza jest cenna. -zerkam czy Kjarl czy Nearif są tu aby skrupulatnie to wszystko notować.
Bo chodź wierzę w swą pamięć przekaz z drugiej ręki jest zawsze gorszy niż osobiste wysłuchanie historii prost z źródła.
To też mi przypomina jak bardzo kuleje nasza logistyka i administracja oraz sektor badawczo-rowojowy. Nacisk na sektor rzemieślniczy jest słuszny jednak jeśli nie poczynimy postępów w pozostałych skończymy jako wielki cech rzemieślniczy zamiast kampania do walki z podziemiem.
Przykładam sobie rękę do czoła i odchylam głowę do tyłu aby zobaczyć sufit.
Mimo, że zlecenie zostało chwilowo wykonane z zapasem czasu postęp z moimi osobistymi badaniami i rozwojem nowego uzbrojenia dla moich podwładnych nie idzie dobrze. Jednak dzięki nowemu doświadczeniu mam szanse na kolejny rozwój swoich umiejętności oraz poszerzeniu horyzontu w dziedzinie metalurgi i nowych metod kowalskich. Nawet jeśli coś nie wyjdzie zawsze mogę to ponownie przetopić i zacząć ponownie. Mimo małych strat surowcowych nadal jest to sytuacja win win. Gdzie obie strony otrzymują korzyści a ja zbywam cenne doświadczenie.
Zwłaszcza kiedy mogę lepiej poznać Orinel nie mam zastrzeżeń. Bo przebywając z nią zyskuje coś co mój cenny kompan Drangiel szuka od dawna. Gdyby nie był tak cenny i nie zastąpiony wysłał bym go tu na praktykę jednak w ramach współpracy z moją Valkirią w przyszłości z pewnością wyślę go tu w ramach nagrody. Jednak dopóki nie będzie trzeciego godnego kowala na zbliżonym nam poziomie ta sprawa musi zostać jakoś inaczej rozwiązana aby nie ponieść strat. Zwłaszcza, że jestem mobilnym przedstawicielem naszego cechu. W jego przypadku jest stacjonarny i jedynie jego zobowiązania wynikają z przynależności tylko do Żelaznej Tarczy.
Kiedy miecz jest gotowy i czekamy na potrzebne składniki opisuje całą metodę jego produkcji skrupulatnie wręczam Red.
-To ważne moja droga asystentko. Całą metoda i procedura tworzenia tego prototypu jest tu opisana. Zostawiam to w twoich pięknych rączkach. - ujmuję jej dłonie i całuje wierzchnią ich stronę.
W przyszłości będę musiał więcej sporządzić takich raportów i receptur aby członkowie naszego cechu mogli je wytwarzać samodzielnie bez konieczności angażowania mnie w to kiedy ich umiejętności na to pozwolą. Ponadto będzie to zabezpieczenie aby cenna wiedza nie przepadła nawet kiedy nagłą śmierć w podziemiu dopadła by mnie. W ciemnościach podziemnych ziemi nic nie jest pewne. A spuścizna musi zostać przekazana mojemu rodowi. Nawet jeśli mnie by nie było moja osiągnięcia by pozostały. Z tymi myślami wieczorami spisuje wszystkie rzeczy dotyczące moich badań aby zachować jak najwięcej wiedzy.
Projekt tarczo kuszy jest zbyt drogi na produkcje masową dla piechoty jednak dla taborów może mieć większe znaczenie a jeśli kusza została by zwiększona mogła by służyć za mobilną artylerią na grubszego zwierza nawet jeśli wymagała by obsługi przez 2-3 ludzi. Zamontowanie jej na obrotowej platformie zwiększyła by kąt ostrzału. Jednak najpierw dokończmy prototyp dla piechura i zestawmy koszty produkcji z możliwościami bojowymi jakie sobą by reprezentowała w czasie testów.
Sam jestem ciekawy jak ten miecz sprawował by się w mich rękach, dzięki szerokości mógł bym użyć metod walki z tarczą bez konieczności jej używania. Chodź wymaga krzepy i treningu jest nadal gorszy od tarczy bo nie zasłoni pocisków jak strzały lub bełty. Jednak duży rozmiar zwiększa zasięg a masa wraz z siłą odśrodkową tworzyła by wkoło strefę żywej stali zapewniająca strefę pozwalająca na ochronę i możliwość wycofana nie chronionej osoby na tyle aby zatrzymać wroga aż do przybycia posiłków. Jednak nadal jest to broń eksperymentalna a projekt może zostać porzucony przez koszty jego wykonania. Jednak i tak mam zamiar przeprowadzić testy. Jeśli nawet by nie sprawował się tak dobrze z walką z ludźmi może pomóc z przeciwnikami o większych gabarytach.
Jeśli chodzi o kanabo łączenie metalu z drewnem zwracam uwagę na wyważenie broni oraz o wzmocnienie głowicy na tyle by rozbijała pancerze i tarcze. Broń jednego trafienia rozrywająca narządy wewnętrzne przez falę uderzeniową jaką wywołuje swoją masą. Nawet kosztem szybkości zwiększam destrukcyjną siłę głowicy. Wykorzystane jej do szarży o rozbicia szeregów tarczowników i ciężko zbrojnych może mieć kluczowe znaczenie a mały oddział z tą bronią może być szkolony tylko w celu przebicia się przez szeregi wroga. Jedynym kryterium jest siła i krzepa użytkownika. W przypadku tej broni nie liczy się finezja a jedno celne pierdolnięcie. A dąb będzie na liście materiałów do pozyskania. Na razie wykorzystamy wszechobecny kordasir. Do fazy testowej będzie aż nadto. A jeśli testy skończą się pomyślnie zrobię finalną wersie z dęba i porównam obie bronie i ich wytrzymałość. Jeśli rezultat będzie zbliżony przewagę będzie miał ogólne dostępny surowiec.
Zadowolony z broni dla Elira i Aurory wręczam je im osobiście w podzięce nad opieką nad moim Falgiem.
-Mój przyszły syn ceni was tak bardzo, że nie mogłem mu odmówić. Mimo, że prosił o korbacz ta glewia jest dla ciebie młoda damo. Mam nadzieję, że będzie ci służyć przez kolejne lata. - czochram włosy całej trójki i zostawiam ich samych aby ich relacje się pogłębiały.
Dzieci muszą tak szybko dorastać w tych czasach stali i krwi. Mam nadzieję, że moje potomstwo doczeka lepszych czasów aby ich dzieci mogli żyć w spokojniejszych czasach.
Z tą myślą odchodzę od trójki młodych wojowników aby dorosły nie przeszkadzał im.
Słuchając helenki uśmiecham się z czułością. To skrzywdzone dziecko zamknięte w sobie i cały czas siedząca nosem w książce znalazła swoją bratnią duszę. Mój mały kwiatuszek jest taki słodki.
Ocieram się swoim policzkiem o jej mały miękki i delikatny policzek.
-Tatuś jest taki szczęśliwy, że dobrze się bawisz. Chciał bym więcej spędzać z tobą czasu ale tatuś musi pracować. -kładę podbródek na jej główce. -Jeśli chcesz porozmawiać o dziewczęcych sprawach poproś Red. Ufam jej więc może nauczyć cię czegoś o perfumach i kobiecych rzeczach. A kiedy wrócimy mamusia Saphira zajmę się twoją edukacją. Jako klejnot rodu Żelaznych będziesz miała więcej styczności z ludźmi o rożnych statusach. A mama i siostra Red nauczą cie jak rozpoznawać tych dobrych od tych nikczemnych, którzy chcieli by wykorzystać twoją naiwność. - całuje ją w czubek główki i mocno przytulam tak jak bym bronił swym ciałem najcenniejszy skarb.
Patrze na figurki, które wykonałem w wolnym czasie i nie miałem pojęcia, że w tym zakątku będą tak niepraktyczne. Wzruszam ramionami ale i tak zostawia je dzieciom do zabawy. Być może wykorzystają je w innym celu. Kiedy jest blisko Szklana Księżniczka też okazuje jej dużo czułości jak córce ale nie na tyle aby czuła się nie komfortowo.
-Falg? Czemu jesteś taki nieśmiały? Wiesz, że jesteś częścią rodziny nie musisz się ograniczać. Mimo wszystko jesteś dzieckiem. Treningi są surowe bo widzę w tobie potencjał. Wszelkie próby jakie stawiam przed tobą mają zahartować twoje ciało i duszę. Jako przyszły Żelazny doskonałość to minimum jakie musisz osiągnąć. Toja przyszła siostra i reszta rodzeństwa będzie widzieć w tobie tarczę chroniącą ich uśmiech. Rozumiesz chłopcze. - kucam przed nim i patrzę mu w oczy nie jako założyciel Żelaznej Tarczy czy patriarcha rodu ale jak troskliwy ojciec.
Patrząc na sir Leonarda w tak sielankowej scenerii lekko się uśmiecham. Jego prawdziwy status nadal jest dobrze widoczny poprzez jego maniery.
-To, że metal jest cenny tam na dole zauważyłem już po moich dwóch wyprawach. Jednak mają tam coś cenniejszego niż metal a nawet kamień mogący go łatwo zniszczyć. To Miasteczko bez Dachu też mnie interesuje. Więc pewnie też wybiorę się na tą wyprawę a moich dwóch mądrali pewnie też nie przegapi tej okazji. Snotra zostanie na powierzchni aby pilnować dzieciaki razem z Red. Powierzenie im bezpieczeństwa mojej córki jest jak oddanie w ich ręce mojego serca. Więc to zadanie ważniejsze niż może się wam wydawać. -patrzę z czułością na moje brzydkie kaczątko, które naprawdę jest wielką ślicznotką.
Zerkam na Anne 'lore i uśmiecham na jej przekomarzanki z towarzyszem.
-Cieszę się Anne, że już wyzdrowiałaś. Nastraszyłaś mnie trochę. Teraz widzę, że moje zmartwienie było przejawem zbytniej troskliwości co mogło być dla ciebie niekonfrontowane. Jeśli tak było przepraszam. - przepraszam ją szczerze i nadal zajmuję się moim małym kwiatuszkiem na kolanach.
Rozważam też zlecenie na zbroje i nie jestem zadowolony z jednorazowej zapłaty. Jednak od czegoś trzeba zacząć jednak czy mój krótki pobyt będzie adekwatny do otrzymania wynagrodzenia.
Jednak biorę się za projekt ich pancerzy gdzie dokładam dodatkową warstwę aby chronić witalne punkty i dostosować je do ich indywidualnych stylów walki. Szczególną uwagę stawiam na kołnierze wokół szyi i hełmy aby zminimalizować zagrożenie ze strony strzałek i bomb ceramicznych. Nawet wykorzystuję maskę jaką dostałem do inspiracji aby hełmy były wyposażone w opinaną maskę aby ich chronić a kiedy wyjdą z podziemi maska mogła zostać łatwo odtroczona o hełmu. Zabezpieczenie wizjera też zostawiam tak aby maska mogła chronić dodatkowo oczy przed atakiem tych śmieciowych usypiających dmuchawek a kiedy nie była potrzeby móc ją podnieść lub odpiąć aby nie ograniczał już widoczności. W Wizjery najchętniej użył bym przezroczystego surowca jak kryształ lub coś równie przezroczystego i wytrzymałego jak soczewki w okularach.
Będę musiał porozmawiać z Ulfarem o nawiązaniu współpracy długoterminowej między mną a ich rodem. Jak w przypadku Khala krótkoterminowe rozwiązanie nie satysfakcjonuje mnie. Pragnę ich genów aby wzmocnić własną linię krwi tak aby ród Żelaznych posiadał wszystko co najlepsze co ten zakątek świata ma do zaoferowania. Nawet jeśli moje ciało zgnije a kości obrócą się w proch jako patriarcha mam obowiązek zapewnić swoim potomkom idealne fundamenty. Wszystko inne zależeć będzie od nich. Wychowanie jako honorowi członkowie klanu będzie miało tu kluczowe znaczenie jednak wspierany przez rody Gromopiurych i Bogobójców miał bym pewność, że zgniłe z mojej krwi było by wyeliminowane bez konieczności brudzenia sobie rąk przelewaniem własnej krwi. Jeśli będzie to możliwe chciał bym tego uniknąć za wszelką cenę ale realia są brutalne i zawsze znajdzie się zgniły owoc.
Wyrwany z rozmyślań patrzę na piękną twarz mojej Snotry z rozmarzeniem.
-Helenka jest tutaj. Klejnot nie spokrewniony przez krew ale posiadający moje serce na wyciągnięcie ręki. Poza tym Saphira pewnie jest już brzemienna. Nie próżnowałem zwłaszcza, że jej temperament zawstydził by nie jedną kobietę. A wytrzymałość zawstydziła nie jedną młodą niewiastę. Co do lat jest inna metoda chodź Saphira jest chwilowo nie przekonana. Jednak wszystko z czasem może się zmienić. Co do imienia myślę aby zostawić imię męskiego potomka żonie a ja nadam córce Sunniva z powodu, że będzie to prawdziwy dar od moje żony. - uśmiecham się do niej znacząco. -Jednak jeśli bym miał nadać imię synowi był by to Ulf. Jednak jak mówiłem zdanie Saphiry też jest ważne. To nasz wspólny skarb i owoc naszej namiętności i miłości. Jeśli chodzi o twoją rodzinę jak mówiłem teraz będzie inaczej. Maqqedah to ta kuzynka, którą miałaś mi przedstawić aby zajęła miejsce Kjarla w Diablim Kle? Jednak jeśli chodzi o ludzi jak widzisz wszystko było w waszej rodzinie ja będę musiał zaufać ludziom aby oddać im część władzy dopóki moje dzieci nie będą na tyle dorosłe aby się tym same zająć. To sprawi, że pojawi się wiele rodzin zależnych od rodu Żelaznych. Jeśli przejawią arogancką postawę lub będą próbować zdradzić moje zaufanie to wymaże je z powierzchni ziemi nie zostawiając nikogo z ich linii krwi. Bezpieczeństwo mojej rodziny jest najważniejsze. A ty jesteś jej członkiem więc moja ochrona rozciąga się też nad tobą i twoimi bliskimi. - całuję ja w policzek. -To planowanie moja kaczuszko. Tak samo jak twój ojciec planował związanie się ze mną aby zapewnić przyszłość swojemu klanu. Jesteśmy podobni pod względem dbania o swoje rodziny. - głaszczę jej policzek. -Snotro do tej pory wszystko co osiągnąłem jest tylko podążaniem do większego celu. Dokładanie kamienia za każdym razem kiedy osiągam część swojego planu sprawi, że ostatecznie pojawi się wspaniała budowla o mocnych fundamentach. Tacy są przywódcy, wybiegają w przyszłość aby ich następcy mieli łatwiej. - głaszcząc jej policzek i główkę Helenki słucham słów Red i Nearifa.
Odwracam wzrok do Red i po wysłuchaniu jej raportu prostym skinieniem głowy daje jej aprobatę na jej dalsze posunięcia w tej sprawie.
-Daje cie pełny autorytet w tym projekcie. Informuj mnie na bieżąco o postępach. Jeśli czegoś potrzebujesz nie wahaj się prosić o środki. Ten projekt po części jest twoim ostatecznym testem droga asystentko. Tylko pamiętaj o moim minimum jakie musisz im zapewnić. Nie jestem Urtem i moje metody są inne. Szanuje kobiety na tyle ile wpoiła mi siostra. Jednak interesu to inna sprawa. Mogę tylko zapewnić doskonałe warunki aby im to rekompensować. O szczegółach porozmawiamy gdy będziemy spisywać z nimi kontrakty. Jeśli uważasz, że to aż nadto to to w tej sprawie będę nieugięty akurat. Potem porozmawiamy dlaczego tak jest. Jednak najpierw wykonaj swój test aby znaleźć się w tym gronie nielicznych za, których gotów bym był oddać życie. -potem przenoszę wzrok na moje maleństwo na kolanach.
Tak ta malutka ma najwyższy status w moi sercu. Nawet śmierć Saphiry nie skrzywdziła by mnie tak bardzo jak śmierć tego maleństwa. Wyrwało by mi całkowicie serce a moja dobra strona znikła by bezpowrotnie. Tulę ją z czułością.
Przewracam oczami na sprawę nowego jarla. Po czym patrze na cedońskiego paladyna.
-Sprawy się bardzo skomplikowały. Jednak możesz być spokojny jestem po stronie Ingeborna chodź sercem uwielbiam vadelię to nigdy nie porzucę mojego dobroczyńcy. Lojalność względem Ingeborna to sprawa mojego honoru jako wojownika i rzemieślnika. Chodź doceniam ludzki talent bez względu na narodowość pewnie już mam łatkę cedofila czy jak to tam określają. W każdym razie mój oficer będzie miał teraz ciężko a konflikt odbije się najbardziej na ludziach, których on w żadnym wypadku nie interesuje. - patrze na jego mapki co mi przypomina, że nadal nie mamy własnego kartografa. -Kjarl nie nauczył byś się kartografii? Posada głównego kartografa by ci chyba pasowała? Nawet jeśli nie chcesz to poszukaj w porcie kogoś kto jest godny zaufania i posiada taką zdolność. Rekrutuj kogoś a Naerif i Snotra mogą ci pomóc. Sam nie mogę się tym zająć a dodawanie kolejnych obowiązków ostatecznie zabierze mi ostatek wolnego czasu dla rodziny a na to ie mogę pozwolić. – patrzę na tą trójkę i uśmiecham się w duchu.
Odchylam się do Red i szepczę jej do ucha.
-Ten Brokk. Wiesz coś na jego temat? Wydaje się być cwaniaczkiem. Nie podoba mi się jego postawa. - kładę nadziak przed sobą odruchowo aby był w razie czego pod ręką na okoliczność.
Słuchając jego przemowy wzdycham. Już wiem dlaczego mi się on nie podobał. Przypomina mi tego skurwiela Urta z Diablego Kła. Chodź w przeciwieństwie do niego ten skurwiel wykorzystuję pozycje ojczulka. Co wkurza mnie jeszcze bardziej.
Na odpowiedź Eira uśmiecham się pod wąsem. Wiec tak to jest pozycja walecznej Valkirii Astrid a rozpustnego jarla nadużywającego władzy dla swoich uciech. A wedle słów młodzika rody to też szumowiny. Czyżby chciał wywołać chaos dla swoich własnych korzyści.
Kiedy idzie do Snotry oddaje Helenkę w ręce Red a sam staję przed moją kaczuszką. Nearif to jedno bo jest młody a nie zainteresowany jednak kiedy taki palant podchodzi do mojej przyszłej kobiety moja krew się gotuje. Staję przed Brokkiem i patrzę na niego z góry.
-Masz sprawę do mojej podwładnej? -pytam niskim głosem przeszywając go morderczym spojrzeniem. -Nie wiem co kombinujesz i nie interesuje mnie to. Jednak Żelazna Tarcza jest tu dla oficer Astrid i tylko dla niej. A jeśli chodzi o skrzącą gwardię najwyższy autorytet w Echelanzie z tego co wiem ma twoja ciotka. A strona nordów czy cesarstwa jakie ma znaczenie dla tych z dołu. Czy nordyckie mięso lepiej im smakuje od cesarskiego. Jak dla mnie jesteś tylko siewcą chaosu a twoje zachowanie wzbudza niepotrzebną panikę. Prostych ludzi nie obchodzi kto rządzi bo dla nich nie wiele się zmienia. Jednak gwardia jest po to aby chronić tych prostych ludzi, którzy są skarbem naszego narodu. Jeśli się nie zjednoczymy aby walczyć z zagrożeniem z dołu nie będzie znaczenia kto rządzi bo wszyscy trafimy do ich brzuchów. Wiec zamiast siać panikę zejdź do podziemia i walcz. Bo jeśli nie masz takiego zamiaru lepiej zamilknij i nie próbuj z siebie rozbić męża stanu. - patrze na niego groźnie wywierając presję posturą i głosem. -Tylko ci co walczyli w podziemiu znają grozę tego zagrożenia. Bo przeżyli aby móc o tym opowiadać. Jednak nie każdy chce tam wracać. Rozumiem ich ale osobiście będę tam schodził tyle razy ile będzie trzeba aby zapewnić swojej rodzinie i bliskim spokój nawet kosztem własnego życia jeśli będzie taka potrzeba. Walczyć w pierwszej linii to zaszczyt bo walczę aby moi potomkowie nie musieli się bać tych demonów z dołu. - stoję tak długo aż nie odejdzie od Snotry aby nawet jego parszywe oczy nie mogły patrzeć na moją kobietę.
Gdybym miał teraz maskę pewnie jego czaszka miała by spotkanie pierwszego stopnia z czubem mojego nadziaka ale z racji, że Red ja przechowuje facet być może dziś uniknął śmierci a ja poważnych konsekwencji. Jednak moja zaborcza natura w tym momencie się odpaliła z wzmocnioną mocą ponieważ nie dawno byłem w czułych chwilach z moją kaczuszką a on swoim pierdoleniem zabił tą atmosferę. A przede wszystkim postawa wobec Snotry była pozbawiona szacunku na jaki zasługuje. Jeśli ktoś nie okazuje szacunku mojej kobiecie to tak jak by nie okazywał go mnie.
Pamiętam Tę Noc.
Na Niebie Gwiazdy.
Na Ziemi Ciała wrogów.
Offline